2011 ROK
23.10.2011
Z Martą pierwszy raz wspinaliśmy się w klimacie tropikalnym.
Mimo, że upał i ogromna wilgotność szybko pozbawiały nas sił, to i tak obawialiśmy się, że nasze organizmy zniosą to gorzej.
W Rio de Janeiro zawiodła nas pogoda, która pokrzyżowała nam trochę planów wspinaczkowych.
Zaskoczyła mocna wycena i skąpe obicie dróg, na których rzadko można założyć własny przelot.
Czujemy się bogatsi o kolejne doświadczenia zdobyte na ścianach skalnych w Rio, a wspinanie na
Pao de Acucar,
które było jednym z naszych marzeń na zawsze pozostanie w pamięci.
16.10.2011
Rio de Janeiro to miasto olbrzymich kontrastów. Z ekskluzywnymi dzielnicami sąsiadują favele, czyli slumsy znane z głośnego filmu "Miasto Boga".
W budowanych na dziko osiedlach nędzy sześciomilionowego
Rio de Janeiro
żyje grubo ponad milion "favelistów".
Poza favelami jest to bezpieczne miasto, a Cariocas, tak zwani są mieszkańcy
Rio de Janeiro, są miłymi ludźmi,
którzy kochają piłkę nożną i siatkówkę.
Na plażach czy w parkach, gdzie znajduje się wiele boisk do piłki nożnej i siatkówki, panuje tłok.
W każdym z ulicznych barów jest telewizor i codziennie wieczorem Cariocas oglądają jakiś mecz. Wieczorne życie toczy się praktycznie na ulicy.
02.10.2011
Z Elizą umówiliśmy się w Sokoliki
na początku roku, ale zawsze coś zdołało nam pokrzyżować wspólny wyjazd.
Nieoczekiwanie udało nam się wyjechać jesienią i trafiliśmy na wymarzoną pogodę. W Sokolikach, po małym falstarcie,
gdy to wspinaliśmy się na innej skale niż zamierzaliśmy, przeszliśmy kilkanaście dróg, z których byliśmy zadowoleni.
Natomiast nasz rekonesans wspinaczkowy w
Rudawy Janowickie
okazał się długim spacerem turystycznym, przy okazji którego zwiedziliśmy
zamek Bolczów.
Niestety łatwych, ładnych tradów brak, a większość skał jest tam zarośnięta. Nie spotkaliśmy nikogo, kto by się wspinał.
18.09.2011
Umawiając się z Agatą na wspinanie w Tatrach
nie przypuszczałem, że trafi nam się tak dobra pogoda. Wspólnie zrobiliśmy kilka dróg na
Granatach,
Kościelcu i
Zamarłej Turni,
gdzie na Motykę dołączyła do nas Anka, a na Lewych Wrześniaków Jarek. Naszą bazą było schronisko Murowaniec,
oferujące w bufecie napoje wyskokowe pobudzające do intesywnego życia wieczornego.
Gdy dojechały Nela i Gabrysia życie towarzyskie przestało kończyć się wraz z zamknięciem bufetu,
bo dziewczyny miały sposób na zdobycie jeszcze jednego piwa :-)
30.08.2011
Dolomity słyną z wielkich ścian.
Ponad 100 lat temu pionierzy wytyczali klasyczne dziś drogi. Postanowiliśmy z Martą, że powtórzymy czwórkową drogę pierwszych zdobywców na
Cima Grande 2999 m. W 1869 roku stanęli na jej wierzchołku P. Grohmann, P. Selcher, F. Innerkofler.
Zanim jednak my stanęliśmy na szczycie najwyższej z trzech Cim, wspinaliśmy się na krótszych drogach. Rozpoczęliśmy od czwórkowej drogi na
Torre del Sella
- Via dei camini. Siedem urozmaiconych wyciągów, włącznie z ponad metrowym skokiem nad przepaścią, było niezapomnianą przygodą. Potem wspinaliśmy się na
Monte Popena
drogą Mazzorana-Adler oraz na
Torre di Falzarego drogami: na ścianie zachodniej i południowym filarze.
16.08.2011
Rzeka Słupia jest niewątpliwie jednym z ciekawszych szlaków kajakowych w Polsce.
Spływ Słupią to wiele atrakcji naraz,
o czym przekonaliśmy się z Martą i Jankiem. Słupia w górnym odcinku ma charakter rzeki górskiej i tak jest oceniana wśród kajakarzy.
W jej środkowej części znajdują się zabytkowe elektrownie wodne i jeziora zaporowe.
Spływ Słupią kończy się w
Ustce praktycznie na plaży, co daje możliwość wpłynięcia na
Morze Bałtyckie. Nam przytrafiła się także wywrotka i tylko refleks naszego trzyosobowego teamu uratował kanadyjkę,
która momentalnie nabrała wody przyparta bystrym nurtem do zagradzającego rzekę drzewa.
07.08.2011
Weekendowy wypad na Jurę zakończył się zmianą pierwotnych planów. Za namową Krystiana i Krzyśka wspinaliśmy się w nieznanych mi dotąd skałach.
Straszykowa Góra
koło Ryczowa to rejon wspinaczkowy, który stanowi kilka skał usytuowanych blisko siebie na szczycie wzgórza.
Gabi, Krzysiek i Krystian wspinali się powtarzając zrobione już wcześniej drogi,
natomiast dla Marty i dla mnie były to pierwsze kroki i przechwyty na nieznanych wcześniej liniach.
Straszykowa Góra
krajobrazowo urzekła nas, a drogi wspinaczkowe przypadły do gustu.
Postanowiliśmy, że na pewno tam wrócimy, najlepiej znów w tym samym składzie :-)
28.07.2011
Spędziliśmy z Darkiem kilka dni w Hollentalu
wykorzystując krótkie okno pogodowe na wspinanie. Udało się nam zrobić trzy wielowyciągowe, piątkowe drogi.
Pierwsze dwie: Peternpfad -V i Fensterlplatte +V na położonej w lesie niższej ścianie Stadlwand były łatwe orientacyjnie i ochrzciliśmy je
"leśnym wspinaniem" :-) Natomiast prawie 400 metrowa droga Richterweg -V na górnej ścianie Stadlwand to już typowo górskie wspinanie z rozległymi
krajobrazami na górne pasmo Hollentalu.
Czas i ochota na dalsze wspinanie była, ale pogoda skutecznie nas przegoniła.
17.07.2011
Jadąc na weekend na Jurę zatrzymaliśmy się niedaleko Kielc podziwiając
zamek w Chęcinach.
Nie był to jedyny zamek który odwiedziliśmy, bo po sobotnim wspinaniu na Brzuchu Buddy na Górze Kołoczek, udaliśmy się na
zamek Ogrodzieniec,
kończąc niezaplanowane wizyty w zamkach w ten weekend. W niedzielę wspinaliśmy się w
Skałach Rzędkowickich.
Naszym łupem tradycyjnie padły łatwe drogi. Tym razem Marta prowadziła ich sporo.
W słoneczny, upalny dzień najprzyjemniej było wspinać się w Studnisku, gdzie zawsze mocno wieje i jest upragniony cień.
Na Zegarowej prócz wyślizganej skały koszmarem z każdą minutą stawało się palące słońce.
29.06.2011
Tym razem udaliśmy się z Martą do Arco,
niewielkiego miasteczka w północnych Włoszech, wokół którego jest ponad trzydzieści rejonów wspinaczkowych.
Po piętnastu godzinach spędzonych w samochodzie zaskoczeniem był fakt, że na żadnym z dwóch wielkich kempingów w
Arco
nie było wolnych miejsc. Arco oferuje bardzo zróżnicowane wspinanie, od zupełnie połogich płyt o skąpej rzeźbie,
do wspaniale ukształtowanych w żebra i dziury dachów. Preferowaliśmy raczej płyty wspinając się na drogach wielowyciągowych na: Baone,
Corno di Bo oraz Parete Zebrata.
05.06.2011
Rzeka Wkra
jest prawobrzeżnym dopływem Narwi, która wpływa do niej kilka kilometrów przed ujściem Narwi do Wisły.
Jest rzeką nizinną, raczej płytką zachowującą swój pierwotny charakter i poza górną jej częścią nie jest uregulowana.
Tuż przy jej ujściu do Narwi stoi sporo zabudowań, ale kilkanaście kilometrów w górę jej biegu można wypatrzyć orlika krzykliwego, czy bobry.
Niektóre brzegi są niskie, inne wysokie. Część jest goła, porośnięta szuwarami, ale po kilku zakrętach pokrywa się zbitym gąszczem krzaków.
Każdego roku wraz z nadejściem ciepłych dni
Wkra
przyciąga mnie jak magnes i są to miłe krótkie wypady.
22.05.2011
Pojechaliśmy z Martą w jej rodzinne strony. Ustka
od kilku lat odzyskuje swój dawny blask, za sprawą rewitalizacji łącznie 40 budynków,
które tworzyły starą osadę rybacką z XIX wieku. W myśl usteckiego pomysłu nazywanego rewitalizacją, stare chaty burzy się zupełnie,
a na ich miejsce stawia nowe. Nie popierają tego etnografowie i historycy twierdząc, że "...z Ustki robi się taka bombonierka, cukiereczek bez wyrazu.
Po zakończeniu tych wszystkich prac to już nie będzie to samo miejsce..." Nie mi oceniać kto ma rację,
ale na pierwszy rzut oka Ustka
wygląda o dużo lepiej niż jeszcze parę lat temu, gdy sprawiała wrażenie mało zadbanego, nadmorskiego kurortu.
04.05.2011
Wczoraj wróciliśmy z Chorwacji, gdzie wspólnie z przyjaciółmi Elizą i Arkiem udaliśmy się na wiosenny trip.
Naszym celem był Park Narodowy Paklenica,
najbardziej znany w tym kraju region wspinaczkowy. Bliskość morza i pionowych, wielkich ścian sprawia,
że Paklenica
jest jednym z najbardziej wyjątkowych miejsc wspinaczkowych w Europie. Oprócz tych walorów liczyliśmy na ciepłą, słoneczną pogodę,
która niestety nie do końca nam dopisała. Wspinaliśmy się z Elizą i Martą w trójkowym zespole na łatwych, ale za to długich drogach wielowyciągowych.
17.04.2011
Wypad w jurajskie skały do Podlesic
z Elizą i Martą zapoczątkował nasz tegoroczny sezon wspinaczkowy. Rozpoczęliśmy od wspinania w
Rzędkowicach.
Przeszliśmy kilka łatwych dróg dość szybko kończąc, bo zimno wygoniło nas ze skał.
Kolejnego dnia było już dużo cieplej i wspinaczka na Górze Zborów i Górze Kołoczek w słońcu była czystą przyjemnością.
Ostatniego dnia wspinaliśmy się na Turni Motocyklistów, która odchaszczona i częściowo obita przez KW Warszawa odzyskuje swój dawny blask.
Ostatnim akcentem była wspinaczka na skale Biblioteka. Żółta ścianka jest już tak wyślizgana, że wyceny biegnących tam łatwiejszych dróg są już historią.
27.03.2011
Zima w Tatrach pozwala na samotne obcowanie z przyrodą, bowiem mało ludzi zapuszcza się wyżej w góry.
Kilka dni chodziliśmy po tatrzańskich dolinach, pracując nad kondycją. Pogoda nam dopisywała, było dość dużo słońca.
Pobyt w Tatrach Słowackich
zakończyliśmy wejściem na Krywań.
Podchodziliśmy od Szczyrbskiego Jeziora przez rozdroże przy Jamskim Stawie i Pawłowy Grzbiet.
Warunki mieliśmy dobre, dość mało śniegu, trochę słońca i nie wiało za mocno. Spotkaliśmy tylko jednego Słowaka na turach,
który podchodził z innej strony niż my. W drodze powrotnej już w Polsce obejrzeliśmy niestety tylko z zewnątrz
zamek Tropszyn.
21.03.2011
Tatry Niżne
zimą wyglądają imponująco, dlatego skusiliśmy się z Martą na jednodniowy wypad w ich najwyższe gniazdo, czyli na szczyty Chopok i Dumbier.
Podchodząc z Jasnej na Chopok już na wysokości Lukovej oczy nasze cieszyła panorama Tatr Wysokich.
Wyżej w zimowej szacie wspaniale wyglądały północne, strome skalne ściany, porozdzielane licznymi filarami i żlebami.
Na grani głównej czuło się, że Tatry Niżne
zimą to naprawdę wymagające góry. Zwłaszcza przekonać się o tym można, gdy nie ma się nart skiturowych, czy rakiet śnieżnych.
Jednak cóż to byłaby za wędrówka zimą, gdyby od czasu do czasu nogi nie zapadły się w głębokim śniegu :-)
28.02.2011
Tegoroczna zima trwa już trzy miesiące i poza dwoma krótkimi odwilżami, cały czas były dobre warunki do
biegania na nartach w Puszczy Kampinoskiej.
W tym sezonie głównie biegaliśmy po Cichowążu, kampinoskich Karpatach i niedaleko wioski Wiersze.
Chyba za sprawą Justyny Kowalczyk przybyło miłośników biegówek, bo założonych śladów w Puszczy Kampinoskiej było prawie dwa razy więcej niż w poprzednim
sezonie. Co cieszy, bo biega się wtedy przyjemniej. Tak się złożyło, że w tym sezonie rzadko robiliśmy zdjęcia z naszych weekendowych eskapad
do Puszczy Kampinoskiej.
2010 ROK
28.12.2010
Po raz drugi w tym roku udało nam się z Martą
biegać na nartach nad Morzem Bałtyckim.
Śniegu na Pomorzu było więcej niż w centralnej Polsce, co jest rzadkością na polskim wybrzeżu. Mimo tego warunki do biegania na nartach były dość ciężkie.
W lesie i na wydmach górna warstwa śniegu tworzyła zmrożoną skorupę, która pod naszym ciężarem zapadała się.
Bardziej jednak przeszkadzał w bieganiu po samej plaży silny, przenikliwie zimny wiatr. Warunki takie sprawiły, że plaża była zupełnie pusta,
tylko do naszej dyspozycji.
01.11.2010
Razem z Izą i Martą wybraliśmy się na krótki jesienny wypad poza Warszawę, do jednego z ciekawszych krajobrazowo miejsc na Mazowszu.
Radziejowice
słyną z wyjątkowo uroczego zespołu parkowo-pałacowego i nie jest to przereklamowane miejsce. Doceniają je zwłaszcza artyści.
Organizowane są tu plenery malarskie, a także festiwale muzyki poważnej. Jesienią pałac w Radziejowicach jest już niedostępny dla zwiedzających,
a spacerowiczów w parku jest niewielu i właśnie wtedy bez zgiełku można się cieszyć tym miejscem.
03.10.2010
Żelazowa Wola
najładniej wygląda jesienią, gdy park otaczający dworek mieni się paletą kolorów.
Iza zabrała nas na weekendową wycieczkę do odremontowanego muzeum Chopina. Kto wcześniej tu bywał od razu spostrzeże zmiany.
Powstał nowoczesny budynek recepcyjny o elewacjach z polnych kamieni, drewna kanadyjskiej daglezji i szkła.
Prowadząca od bramy do dworku aleja nie jest jak dawniej zalana asfaltem, lecz wysypana drobnym żwirem.
Spacerując po parku nie zatykamy już nosa, zbliżając się do przepływającej przez jego teren Utraty.
17.09.2010
Wspinanie w Bergell, zwłaszcza na Piz Badile,
było jednym z dwóch głównych celów naszej alpejskiej eskapady. Niestety pogoda na górze nie dopisała i nie pozostało nam nic innego niż wybrać cel zastępczy.
Padło na Dolomity,
gdzie udało nam się zrobić dwie czwórkowe drogi: 6 wyciągową Giordano na
Lagazuoi
oraz 14 wyciągową drogę normalną na Cima Piccolo di Lavaredo. Wspinanie na najniższą ze skalnych turni
Tre Cime di Lavaredo
było dość skomplikowane w wynajdowaniu drogi, która kluczyła łatwiejszymi miejscami pionowej turni.
10.09.2010
W pogoni za oknem pogodowym dotarliśmy w Alpy Walijskie, porzucając nasze plany wejścia na Eiger w Alpach Berneńskich.
Na osłodę postanowiliśmy szybko wejść na
Lagginhorn 4010 metrów.
Obawialiśmy się, że chimeryczna pogoda zrobi nam psikusa i zamiast podziwiać piękne widoki, w gęstych chmurach staniemy na szczycie.
Dlatego przy pomocy kolejki weszliśmy i zeszliśmy ze szczytu w jeden słoneczny dzień.
Droga na Lagginhorn bardzo nam się podobała,
choć nie należy do trudnych, alpejskich eskapad.
06.09.2010
Naszą alpejską eskapadę rozpoczęliśmy z Markiem od
wspinania w Grimsel.
Ten wysokogórski rejon z tarciowymi, granitowymi płytami dostarczył nam sporo frajdy i żal, że pogoda pozwoliła nam zrobić tylko dwie długie drogi.
Na początek przeszliśmy jeden z klasyków Grimsel,
8 wyciągową drogę Foxie o wycenie 5a poprowadzoną w 1981 roku przez braci Remy.
Kolejnego dnia wspinaliśmy się w sąsiednim sektorze na 9 wyciągowej drodze Bazi und Bizi, także o trudnościach 5a.
Postanowiliśmy, że do Grimsel jeszcze wrócimy.
23.08.2010
Okolice Zbójnickiej Chaty były terenem naszego działania podczas krótkiego wypadu w
Tatry Słowackie.
Razem z Darkiem upatrzyliśmy sobie linie wspinaczkowe, które warto by przejść. Ograniczenie czasowe zmusiło nas do wyboru jednej z nich.
Siedmiowyciągowa Droga Motyki na
Ostry Szczyt
to jedna z ładniejszych tatrzańskich dróg wspinaczkowych i ona stała się naszym celem. Mieliśmy dużo szczęścia wspinając się w pięknej pogodzie.
Nie spiesząc się mogliśmy cieszyć się wspinem i tatrzańskimi krajobrazami.
15.08.2010
Marysia i Paweł poznali urok wspinania w skale. Wybraliśmy się razem w
Góry Świętokrzyskie
do dawnego kamieniołomu Stokówka,
który świetnie zagospodarowali kieleccy wspinacze.
Stokówka
to kameralny rejon wspinaczkowy, który oferuje około 80 dróg jednowyciągowych, z czego 50 to drogi obite.
Ich trudności wahają się od III do VI.5, a najdłuższe dochodzą do 18 metrów. Nam to miejsce przypadło do gustu i na pewno tam wrócimy.
Marta odgraża się, że będzie to szybko, bo zostało jej kilka dróg, które pragnie poprowadzić.
03.08.2010
Tym razem w Dolomity
pojechaliśmy z Martą w środku lata i niestety nie trafiliśmy na wymarzoną pogodę. Było na zmianę słonecznie i deszczowo.
Wspinanie rozpoczęliśmy w grupie
Nuvolau na turni skalnej Torre Anna,
przechodząc czterowyciągową, czwórkową drogę Del Camino. W rejonie
Nuvolau wspinaliśmy się
jeszcze na Punta Dallago drogą Della Vipera oraz zaliczyliśmy wycof z drogi Alvera na Monte Averau. Pomiędzy przelotnymi deszczykami wspinaliśmy się na
Cinque Torri
wchodząc na Torre Grande łatwą, kilkuwyciągową drogą pierwszych zdobywców.
Natomiast na Lagazuoi
zrobiliśmy dwie dłuższe drogi: Vonbank oraz Ardizzon.
18.07.2010
Rzeka Wkra to moje ulubione, wekeendowe miejsce ma Mazowszu.
Tym bardziej po wyjęciu ręki z gipsu, gdy najlepiej rozćwiczyć ją w wodzie. W lipcu spędzałem nad Wkrą sporo czasu.
Brak wspinania rekompensowało mi pływanie wpław pod prąd rzeki, a wieczorne ognisko z przyjaciółmi było miłym akcentem kończącego się dnia.
Niestety z żalem patrzyłem na przepływające kajaki, bo rzeka Wkra
jest wymarzonym miejscem na spływ. Niestety nie da się przyśpieszyć gojenia ręki :-( Pozostaje uzbrojenie się w cierpliwość.
13.06.2010
W kolejny weekend razem z Martą pojechaliśmy w
Skały Olsztyńskie. W sobotę poszliśmy
wspinać się na Niwki,
gdzie przy skale o wdzięcznej nazwie Dziewica poznaliśmy Kingę i dwóch Michałów. Tak nam się razem miło gawędziło, że skończyło się wspólnym
wspinaniem przy zamku Olsztyn,
a kolejnego dnia na Górze Biakło.
Dużo chodziliśmy tradów na własnej asekuracji, robiąc czwórkowe i piątkowe klasyki. Najwięcej zachwytów wzbudziła linia Wysoka Czwórka na
Górze Biakło,
której główne trudności poprowadzone są w ekscytującej ekspozycji.
07.06.2010
W długi weekend wspinaliśmy się z Martą na
Wzgórzu 502
pod Krakowem i w Skałach Rzędkowickich.
Niestety ringi na Wzgórzu 502
są nadal pobrudzone za sprawą psychola, któremu latami ta zabawa się nie nudzi. Pobyt jednak można zaliczyć do dość udanych,
bo udało mi się on-sightem poprowadzić szóstkową drogę Cebulowy okap. Natomiast w kolejne dni działaliśmy w
Rzędkowicach,
gdzie powtarzaliśmy drogi wcześniej już przez nas chodzone. W poniedziałek, gdy skały opustoszały, udało się nam wreszcie dostać do obleganych
prawie w każdy weekend dróg na Turni Lechwora. Na wędkę zrobiłem Filar Lechwora i Komin Lechwora.
30.05.2010
W ostatni wekeend maja wraz z Weroniką, Elizą i Martą pojechaliśmy wspinać się na Jurę w rejony, w których dość dawno nie byłem. W sobotę odwiedziliśmy
Skały Mirowskie,
które po ubiegłorocznym oczyszczeniu z drzew i chaszczy nabrały blasku i dopiero teraz widać w pełni ich urok.
Natomiast w niedzielę wspinaliśmy się na popularnej ostatnio
Skale Apteka,
gdzie po niedawnej wymianie obicia przez UKA, w weekendy robi się teraz tłoczno. Trudno się dziwić, bo potencjał
Skała Apteka
ma wciąż spory, a i każdy tu może znaleźć dla siebie drogi o różnej skali trudności.
17.05.2010
Jadąc z Warszawy do Ustki można przy okazji, nie zbaczając z drogi zwiedzić trzy wybudowane jeszcze przez rycerzy zakonnych spod znaku krzyża zamki.
Pierwszym z nich jest
zamek Golub Dobrzyń,
którego chyba największą ciekawostką jest stojąca na podzamczu wielka armata tzw. kolubryna Kmicicowska grająca w filmie Potop. Kolejnym jest
zamek Radzyń Chełmiński,
który uważany był drugim co do wielkości zamkiem w państwie krzyżackim zaraz po Malborku. Ostatni leżacy już na kaszubach
zamek Bytów to gotycka warownia,
nadająca niewielkiemu miasteczku wyjątkowego uroku. Nowoczesny na owe czasy
zamek Bytów pełnił rolę strażnicy granicznej.
03.05.2010
Wracając z Jasenika zatrzymaliśmy się z Martą na opolszczyźnie, by zwiedzić
zamek Moszna.
Zbudowany na przełomie XIX i XX wieku przypomina architekturą filmy Walta Disneya, z daleka wygląda niczym teatralna dekoracja.
Bajkowego uroku nadaje zamkowi dokładnie 99 wież i wieżyczek, a także duża ilość detali w postaci lwów, sowy, czy niedźwiedzia. W najwyższej wieży
zamku Moszna znajduje się szkielet człowieka,
który został tam umieszczony przez uczniów jednej ze szkół wiele lat temu, do dziś jest on jedną z atrakcji. Oprócz bajkowego zamku,
wrażenie robi ogromny park ze stawem.
02.05.2010
Lubię się wspinać u braci Czechów, bo skąpo obite drogi o mocnych wycenach są dobrą weryfikacją aktualnej formy,
a to pokazuje na co można się porwać w danym sezonie. Poza tym jest tu jakaś magia, bo jak wytłumaczyć fakt, że moja Partnerka,
gdy zabieramy się do jedzenia po wspinie, sama otwiera i podaje mi piwo? Przecież na co dzień w domu tak nie mam :-)
Wracając do wspinania, to byliśmy w regionach wspinaczkowych: Vyhlidka Vrbno pod Pradedem oraz poznanym przez nas już wcześniej
Certovy Kameny.
Vyhlidka nas zaskoczyła wyjątkowo mocnymi nawet jak na Czechy wycenami.
29.04.2010
Jadąc z Wrocławia w Jaseniki zatrzymaliśmy się w starej wsi Henryków, w której kiedyś mieściło się
opactwo Cystersów.
Ten kompleks klasztorny tworzy jakby oddzielony od reszty wsi świat. Najpiękniej wkracza się do dawnego opactwa przez bramę Górną,
schodząc po lekkim pochyleniu w dół brukowaną uliczką. W tym momencie miałem uczucie, jakby cofnął się czas.
Cisza, spokój, stare mury i przylegający do klasztoru park pobudziły mnie do zadumy, czy przypadkiem dzisiejszy pęd życia,
w którego jestem trybach, nie okrada mnie z chwil, których powinnienem mieć więcej, by żyć w harmonii z tym o czym marzę i do czego dążę.
28.04.2010
Lubię stare miasto we Wrocławiu, ale jest też miejsce bardzo blisko starówki, które koniecznie trzeba odwiedzić. Wrocławski
Ostrów Tumski
jest jednym z wyjątkowo klimatycznych miejsc w Polsce. Będąc tam odniosłem wrażenie,
że jest to miejsce wręcz stworzone do niekończących się romantycznych spacerów po tej najstarszej dzielnicy Wrocławia.
Dlatego nie zdziwił mnie fakt, że właśnie z tą dzielnicą związana jest tradycja zakochanych wrocławian.
Pary zakochanych zatrzaskują na moście Tumskim kłódki ze swoimi imionami, a kluczyk wrzucają do Odry, co ma sprawić, że ich uczucie będzie nierozerwalne.
26.03.2010
Park Narodowy El Chico Hidalgo
był kolejnym punktem pod znakiem wspinania w czasie naszej meksyńskiej eskapady. Najbardziej rzucającą się w oczy różnicą była ilość ludzi.
Na Pena de Bernal
nie spotkaliśmy ani jednego zespołu, natomiast w
El Chico Hidalgo
było już trochę wspinaczy, choć o tłoku nie może być mowy. Sam wspin był przyjemny,
lecz ogródek skalny Las Ventas położony na 3000 metrów jest propozycją dla lubiących się wspinać raczej na drogach jednowyciągowych z krótkimi,
nieco bulderowymi trudnościami.
23.03.2010
Po prawie dwóch tygodniach podróżowania po Meksyku dojechaliśmy do miasteczka San Sebastian Bernal,
które leży u podnóża drugiego co do wielkości skalnego monolitu na świecie.
Pena de Bernal
był naszym głównym celem wspinaczkowym w Meksyku. Razem z Martą po przewspinaniu wyjątkowej urody, 9 wyciągowej drogi Bernalina,
ku naszej radości stanęliśmy na szczycie tego trudno dostępnego monolitu. Z działalności wspinaczkowej na
Pena de Bernal
głęboko w naszej pamięci utkwiła także inna piękna wspinaczkowa linia, 5 wyciągowa droga Variacion del Diedro.
28.02.2010
Przypinając narty biegowe nad Morzem Bałtyckim
zamknęliśmy tegoroczny sezon. Pomysł wydawał nam się trochę egzotyczny, a ponieważ nadeszła już odwilż do końca nie byliśmy pewni, czy uda nam się pobiegać.
Udało się i było fajnie. Potencjał terenów nadmorskich na dłuższe czy krótsze eskapady na biegówki jest spory. Niestety śnieżne i mroźne zimy,
takie jak tegoroczna, są rzadkością.
31.01.2010
Każdą wolną chwilę w styczniu wykorzystywałem, by biegać na nartach.
Tegoroczna zima na Mazowszu jest śnieżna, mroźna i w Puszczy Kampinoskiej panują doskonałe warunki na narty biegowe. Razem z Martą jeździliśmy do
Puszczy Kampinoskiej na narty biegowe,
gdzie odbyliśmy kilka krótszych i dłuższych eskapad.
01.01.2010
Ustka w ostatnich dniach starego roku nie przybrała zimowej szaty.
Tuż przed sylwestrem chwycił lekki mróz, ale brak śniegu zniweczył nasze plany biegania na nartach po plaży.
Zamiast biegać dużo chodziliśmy po Ustce i jej okolicach.
Orzechowska Wydma, czy długie,
nadmorskie spacery nad klify pomiędzy Orzechowem Morskim, a Rowami były dla nas frajdą.
2009 ROK
01.11.2009
Kończąc naszą eskapadę po południowej Francji podziwialiśmy ozdobiony jesienną szatą wąwóz
Verdon. Płynąca jego dnem rzeka
Verdon wyżłobiła wąwóz,
którego głębokość dochodzi nawet do 700 metrów. Wąwóz
Verdon jeszcze nie tak dawno był uważany bezdyskusyjnie
za najbardziej atrakcyjny rejon wspinaczkowy Europy, a wraz z doliną Yosemite, także świata. Obecnie przyciąga wspinaczy wielkościanowych,
którzy przybywają tu w poszukiwaniu nie przewieszeń, ale czystej estetyki poruszania się w eksponowanych pionowych ścianach,
nie zawsze na trudnych i wymagających drogach. Zabrakło nam czasu, by wspinaczkowo poznać wąwóz
Verdon, ale kiedyś trzeba będzie tam wrócić.
30.10.2009
Masyw Les Calanques
to głęboko wcięte w wapiennych skałach, trudno dostępne dolinki ze stromymi ścianami na wybrzeżu Morza Śródziemnego.
Nazywane bywają fiordami Prowansji i nie ma w tym przesady. Wspinanie w tym rejonie było Marty i moim marzeniem, które wreszcie udało nam się spełnić.
Les Calanques
ukazało nam swoje różne oblicza, zaskakując niesamowitą różnorodnością skalnych turni, ścian i dróg na nich poprowadzonych.
Było wspaniale i momentami trudno, a zarazem zaskakująco.
19.10.2009
Tegoroczny jesienny wypad na południe Francji w masyw
Les Calanques
rozpoczął się od niespodziewanych opadów deszczu i wiejącego mistralu. Mieliśmy nadzieję, że w regionie Europy,
gdzie notuje się najmniejsze opady i największe nasłonecznienie pogodę będziemy mieć pewną.
Nic z tego, trzy dni wstępnie planowane na rozwspinanie zagospodarowaliśmy na suszenie porwanego przez mistral namiotu i na odwiedzenie pobliskiego parku
narodowego Camargue.
14.09.2009
Skończył się sezon i zrobiło się pusto nad Bałtykiem, choć woda jest wciąż świetna do kąpieli i nie brakuje słońca.
Słowiński Park Narodowy
to moim zdaniem najładniejsze miejsce nad polskim morzem i dlatego jak tylko mam okazję z chęcią poza sezonem tam wędruję robiąc przy okazji zdjęcia.
30.08.2009
Wracając z Meteorów do Polski wykorzystaliśmy
dobrą pogodę i wejściem na Olimp
zakończyliśmy nasz pobyt w północnej Grecji. Turystyczne wejście na najwyższy wierzchołek masywu
Mitikas,
było wspaniałym przerywnikiem w długiej, powrotnej drodze do Polski.
27.08.2009
Meteory to raj dla wspinaczy obdarzonych mocną psychą,
ponieważ asekuracja nie przypomina tej, którą można zastać w popularnych ogródkach wspinaczkowych Europy.
W dziesięć dni przeszliśmy z Martą i Januszem dwanaście dróg wielowyciągowych od zupełnie tradowych czwórek, po dość skąpo obite szóstki.
Wysokie temperatury zmuszały nas do bardzo wczesnego wstawania i kończenia wspinu po zrobieniu zazwyczaj tylko jednej wielowyciągowej drogi dziennie.
Jednak każda z dróg dostarczała tak dużo emocji i wrażeń, zwłaszcza gdy pod nogą urywał się maleńki stopień,
że z przyjemnością restowaliśmy się od popołudnia pływając w basenie. Krajobraz 170 turni skalnych,
na szczytach których dawno temu zbudowano liczne prawosławne monastyry,
podziwiany podczas wspinu z zupełnie innej perspektywy niż widzą go turyści zmotoryzowani przybywający w
Meteory,
to zupełnie inne doznania.
10.08.2009
Po prawie miesięcznej przerwie wróciliśmy z Markiem na weekend w
Tatry Polskie,
w rozszerzonym o Patrycję składzie. We trójkę wspinaliśmy się w sobotę na piątkowej drodze Filar Staszla, biegnącej żebrem
Zadniego Granata,
a w niedzielę na Kościelcu
sytą piątkową Drogą Byczkowskiego.
26.07.2009
Ciechocinek swą sławę zawdzięcza
największym w Europie tężniom solankowym. Tym razem nie wspinaliśmy się, ale razem z naszymi Mamami i Tatą Marty odbyliśmy długi spacer po kurorcie
podziwiając zwłaszcza tężnie.
13.07.2009
Wczoraj przejściem drogi Lobby Instruktorskie zakończyliśmy z Markiem czterodniowe wspinanie w
Tatrach Polskich.
Działaliśmy na na Hali Gąsienicowej, gdzie udało nam się przejść sześć dróg wspinaczkowych na
Kościelcach,
mimo, że codziennie podchodziliśmy i schodziliśmy do Zakopanego. Niestety po zlikwidowaniu taboru na Polanie Rąbaniska Tatrzański Park Narodowy
nadal nie udostępnił na okres sezonu letniego budynku Gawra, leżącego nieco powyżej Betlejemki, co sprawia,
że trudno dla łojantów o nocleg na Hali Gąsienicowej.
22.06.2009
Wczoraj wróciliśmy z Chorwacji, do której udaliśmy się po krótkim pobycie w Dolomitach. Wąwóz
Paklenica zrobił na nas duże wrażenie, a
Anica Kuk
i wspin na jej północnej ścianie na zawsze pozostanie w naszej pamięci.
13.06.2009
Następnego dnia wspinaliśmy się na 9 wyciągowej, klasycznej i popularnej drodze Del Buco na
Lagazuoi Piccolo 2500 metrów.
Droga jest bardzo ładnie poprowadzona w dolnej części rysami, w środkowej płytami skalnymi, a w końcowej żlebami.
12.06.2009
Stęskniliśmy się z Martą za dużymi ścianami i w długi weekend wyjechaliśmy w
Dolomity.
Pierwszym celem naszego wypadu była ściana północna na Torre Lusy, jednej z turni na
Cinque Torri.
Klasyczna sześciowyciągowa droga jest piękną linią wykorzystującą słabości północnej ściany,
a na koniec w nagrodę zjeżdża się w zupełnej ekspozycji po południowej stronie turni.
26.05.2009
Z Anią i Januszem udaliśmy się na dwa dni w
Skały Rzędkowickie.
Wspinaliśmy się łatwymi drogami na skałach: Zadnia Turnia, Biały Filarek, Zegarowa, w prawie pustych skałach. Przyjemnie być w tym miejscu poza weekendem.
04.05.2009
Skały Lądeckie
to jeden z najmniej odwiedzanych przez wspinaczy rejonów skalnych w Polsce.
Nam Skały Lądeckie
bardzo przypadły do gustu. Długie, piękne drogi jednowyciągowe poprowadzone na skałach: Iglica, Niżna, Trojan, czy Skalna Brama,
usatysfakcjonowały nas w pełni. Mnie zwłaszcza zachwyciła piątkowa droga na skale Iglica, poprowadzona pionowym zacięciem,
w lewej części południowej ściany.
26.04.2009
Naszym weekendowym celem były
Skały Olsztyńskie, w sobotę
Góra Biakło,
a w niedzielę wspinaliśmy się na skałach
przy zamku Olsztyn.
Mocy starczyło tylko na drogi lajtowe, ale sama możliwość wspinu to wielka radocha.
21.03.2009
Madera to raj dla tych,
którzy lubią turystykę górską i nudzi ich leżenie pod palmami. Ja miałem nadzieję,
że będzie to raj także wspinaczkowy, niestety wszechobecna kruszyzna ostudziła moje plany. Mimo tego wyjazd pod względem poznawczym był niezwykle udany.
Pobyt zakończyliśmy turystycznym wypadem w góry i wejściem na
Pico Ruivo.
2008 ROK
27.10.2008
Kreta zaskoczyła nas pogodą ducha jej mieszkańców,
ich witalnością, wyborną kuchnią i urzekła krajobrazami. Skaliste góry schodzące do turkusowego morza, to wyjątkowo dobrze komponująca się mieszanka.
Kreta nie nudzi monotonnymi widokami,
Kreta potrafi zachwycić,
zwłaszcza jej wschodnia i południowa część.
22.10.2008
W Marty urodziny niedaleko wsi Kapetaniana,
wspinaliśmy się północną ścianą na Mount Kofinas,
według nas najpiękniejszy szczyt na Krecie. Brak topo wymusił na nas poprowadzenie prawdopodobnie własnego wariantu 5 wyciągowej drogi.
29.09.2008
Fundacja Promocji i Rekreacji "KIM" zorganizowała dla mieszkańców Warszawy jednodniowy, kajakowy
spływ Wisłą,
w którym razem z Martą popłynęliśmy. Organizatorzy okazali się fajnymi ludźmi,
pasjonującymi się kajakarstwem i dzięki nim spędziliśmy niezapomniane chwile na królowej polskich rzek.
12.09.2008
Pobyt w Dolomitach
zakończyliśmy wejściem południową ścianą na
Piramide Col dei Bos 2400 m.
Przeszliśmy Filar Alpini, 10 wyciągową drogę wspinaczkową o długości około 350 metrów.
10.09.2008
Jadąc w Dolomity
bardzo chcieliśmy razem z Martą przejść Filar Południowy na górze
Sas de Stria 2477 m.
Pogoda na to pozwoliła i mogliśmy cieszyć się ze wspinaczki w doskonałej jakości skale oraz zapierających dech widokach.
08.09.2008
Via ferrata Dibona
w masywie Monte Cristallo jest niezwykle widokowa. Widać z niej masyw Tofany,
Tre Cime di Lavaredo...
Odnosi się wrażenie, że Dolomity,
a zwłaszcza ich turnie, zalewają człowieka jak wzburzone morze.
06.09.2008
Wypad w Dolomity
rozpoczęliśmy od dwudniowego wspinania na Cinque Torri.
Razem z Martą wspinaliśmy się na klasycznych kilkuwyciągówkach, wchodząc na strzeliste turnie skalne, które zachwycały urokiem.
28.08.2008
Dolinia Będkowska
przez cztery dni była Janusza i moim celem wspinaczkowym. Najbardziej podobały nam się drogi: na skale Wielka Turnia dwuwyciągowa linia Wielki Filar,
na skale Zaklęty Mur - Droga Pionierów oraz Droga Piotrusia Pana na skale Cmentarzysko.
27.07.2008
Z Anką i Giaurem pojechaliśmy wspinać się w Sokoliki.
Wspinaliśmy się w wiekszości na klasycznych drogach, takich jak dwuwyciągowy Żubr, czy Czołg.
06.07.2008
Tym razem udaliśmy się z Martą na weekend w
Skały Rzędkowickie.
Niestety Filar Turni Lechwora był non stop zajęty, ale udało się zrobić kilka innych, ładnych dróg.
Wyjątkowej urody była linia Klasyczne Zacięcie na Wielkim Okienniku Rzędkowickim.
15.06.2008
W ostatni weekend pojechaliśmy w
Skały Olsztyńskie,
gdzie ze znajomymi z klubu wysokogórskiego wspinaliśmy się na skałach przy Zamku Olsztyn. Kolejnego dnia udaliśmy się na pobliskie
Niwki.
09.06.2008
Z Martą i Gośką wybraliśmy się na trzydniową wspinaczkę w
Dolinki Podkrakowskie.
Odwiedziliśmy Ostańce Jerzmanowickie
zaczynając od ogródka wspinaczkowego Witkowe Skały. Kolejnego dnia odwiedziliśmy mur skalny Psiklatka, a na koniec wspinaliśmy się długimi drogami:
Trawers Żabiego Konia i Jarzębinka, prowadzącymi na Żabi Koń w Dolinie Kobylańskiej.
01.06.2008
Kobiety mówią, że faceci to takie duże dzieciaki, dlatego z okazji Dnia Dziecka sprawiłem sobie prezent w postaci samotnego,
fotograficznego pleneru nad uroczą mazowiecką rzeczką, a obiektami były
zamek Liw i
rzeka Liwiec.
23.05.2008
Około 15 kilometrów na południowy zachód od Ustki leży pomorska wieś dziedzictwa kulturowego
Swołowo.
Wioska jest zamieszkała, nie jest skansenem, mimo to odwiedzając
Swołowo
trudno się oprzeć wrażeniu, że w tym miejscu czas się zatrzymał.
11.05.2008
Góra Biakło
to jeden z najpiękniejszych ostańców na Jurze Krakowsko Częstochowskiej. Lubimy się tu z Martą wspinać i dlatego co roku treningowo
powtarzamy wcześniej już przewspinane przez nas drogi.
04.05.2008
Dolina Kobylańska
miała być głównym celem tego wypadu, ale tylko rano udało nam się tam wspinać, potem robiło się nieznośnie tłoczno.
01.05.2008
Długi weekend wraz z Martą i Januszem spędziliśmy w
Dolinkach Podkrakowskich.
Pierwszego dnia Ostańce Jerzmanowickie
dostarczyły nam dużo radości ze wspinu, zwłaszcza na skalnej iglicy Ostatnia - rejon
Słonecze Skały.
27.04.2008
Zamek Oporów
to jedyna średniowieczna rezydencja rycerska, jaka zachowała się na Mazowszu. Mimo, że nie jest to imponująca wielkością budowla,
zamek Oporów wart jest tego,
by go zobaczyć, a w okalającym go parku miło jest pospacerować.
15.04.2008
Wróciliśmy, tracąc u hiszpańskich celników pyszne, andaluzyjskie wino. Wąwóz
El Chorro z fantastycznymi ścianami
na zawsze pozostanie w mojej pamięci, bo jest to miejsce piękne, choć człowiek bardzo je oszpecił budując tamę.
Wspinanie sprawiało mi wielką frajdę i choć każdy dzień dobrej pogody wykorzystywałem na maksimum swoich możliwości, to opuszczałem
El Chorro z niedosytem,
że chciałbym zrobić tam jeszcze kilka dróg.
10.04.2008
Późnym wieczorem powróciliśmy do El Chorro
z krótkiego objazdu po uroczej krainie jaką jest
Andaluzja.
Costa del Sol, czyli słoneczne wybrzeże nie zachwyciło mnie, natomiast niezwykle klimatyczne były andaluzyjskie miasteczka:
Ardales, a zwłaszcza położona na wzgórzach Alora.
09.04.2008
Wczoraj wylecieliśmy z Martą do hiszpańskiej Malagi. W planie mamy wspinanie w słynnym kanionie w
El Chorro,
ale pogoda na starcie nie dopisała i dlatego postanowiliśmy zobaczyć
Gibraltar.
14.01.2008
Twierdza Modlin
to wyjątkowo klimatyczne miejsce na Mazowszu. Chwilami można odnieść wrażenie, że czas tu się zatrzymał,
innym razem w oczy razi kontrast carskiej budowli na tle bloku z płyty.
2007 ROK
08.10.2007
Ostatnią noc naszej eskapady spędziliśmy w
zamku Czocha na dolnym Śląsku.
W pochmurny, jesienny poranek zamek Czocha
wyglądał tak, jakby wciąż krył w sobie tajemnice szyfrów.
06.10.2007
W Arco wspinaliśmy się w trzech rejonach.
Rozpoczęliśmy od dróg jednowyciągowych na Muro del Asino, po czym działaliśmy już na wielowyciągówkach w ścianach Baone i Corno di Bo.
Zwłaszcza wspinaczka nad taflą jeziora Garda była dla nas niezapomnianym przeżyciem.
23.09.2007
Krótki pobyt w Tatrach zakończyliśmy udanym wejściem na
Gerlach.
Z Jadwigą, Łucją i Bogusiem weszliśmy Walowym Żlebem na Tetmajerove Sedlo, skąd najpierw weszliśmy na Zadni Gerlach.
Po powrocie na przełęcz wspinając się drogą Martina, w samo południe weszliśmy
Gerlach.
08.09.2007
Wysoka skarpa wznosząca się nad Wisłą, na której położona jest starówka stanowi wspaniałą platformę ekspozycyjną dla
Sandomierza.
Każdy kto podjeżdża do miasta od wschodu, ma możliwość podziwiania panoramy, z której słynie
Sandomierz.
My też nie mogliśmy oprzeć się temu widokowi i wracając z Bieszczad zwiedziliśmy stare miasto.
06.09.2007
Gdy w Bieszczadach
załamała się pogoda i lało jak z cebra, postanowiliśmy zwiedzić
Skansen w Sanoku,
który prezentuje architekturę wiejską polsko-ukraińskiego pogranicza ze wschodniej części polskich Karpat.
04.09.2007
Pobyt w Bieszczadach
wykorzystaliśmy z Martą także na wspin, a jedyne miejsce które oferuje takie możliwości to
Kamień Leski. Łatwych dróg
Kamień Leski ma zaledwie kilka.
Jest to typowo sportowy region wspinaczkowy. Wszystkie ładniejsze drogi zaczynają się od VI.2 i poprowadzone są na okazałym, trzydziestometrowym filarze.
02.09.2007
Obecne Bieszczady
praktycznie niczym nie przypominają tych owianych legendą, jedynych dzikich gór w Polsce. Płacić trzeba na każdym kroku i to niemało,
za wstęp do lasu, bo przekraczamy granicę
Bieszczadzkiego Parku Narodowego ,
klimatyczne, parkingi... Cała moja turystyczna młodość była związana z Bieszczadami, była w nich wolność, awanturnictwo i przygoda.
Nie było zakazów chodzenia po górach po zmroku, biwakowania, czy rozpalania ogniska. Ale teraz mamy tam park narodowy,
owiec na Połoninach nie wolno wypasać, więc Połoniny zarastają. Ciekawe, czy będę miał jeszcze kiedyś ochotę pojechać w
Bieszczady?
25.08.2007
Razem z Gośką wspinałem się w uroczym miejscu jakim jest
Dolina Kobylańska.
Ostatniego dnia penetrowaliśmy Wzgórze 502 -
Ostańce Jerzmanowickie
pod Krakowem. Zaskoczyło nas to, że nikogo przez cały dzień nie zobaczyliśmy w ścianie.
Myślę, że przyczyną tego jest fakt, że jakaś nawiedzona osoba smaruje odchodami ringi zjazdowe i to nie jest żart.
15.08.2007
Drugą część naszej krótkiej eskapady spędziliśmy wspinając się na
Certovy Kameny,
skałach położonych nad miejscowością Jesenik, na zboczach góry Zlaty Chlum. Granitopodobna, bardzo lita skała, zapewniała nam doskonałe tarcie.
12.08.2007
Wreszcie na kilka dni udało nam się wyrwać z Martą do Czech.
Maly Rabstejn
w górach Nizky Jasenik to mało znany rejon wspinaczkowy.
29.07.2007
Znowu we dwójkę z Martą pojechaliśmy wspinać się w
skały olsztyńskie
koło Częstochowy, robiąc drogi z dolną asekuracją. Tym razem na skałach: Dziewica, Ganek Ewy, Pusta Turnia i Żółty Filar.
01.07.2007
W weekend wspinaliśmy się we dwójkę z Martą. Naszym celem były
skały olsztyńskie koło Częstochowy.
Przeszliśmy kilka dróg z dolną asekuracją na skałach: Owczy Grzbiet i Biblioteka.
10.06.2007
Po skończeniu kursu wspinaczkowego Bogdan Krauze polecił swoim kursantom Marcie i Januszowi region skalny
Łutowiec.
Dołączyłem do nich i w trójkę działaliśmy tam pod koniec długiego weekendu.
03.05.2007
Przedłużony długi weekend rozpoczęliśmy z Martą od przyjazdu w
Sulovskie Skały.
Zaczarowany zakątek skalnych wież, bram, zamków i pięknych bukowych lasów tak nam się spodobał,
że pierwszego dnia nie wspinaliśmy się ze znajomymi, tylko wędrowaliśmy.
Sulov był priorytetem wspinaczkowym tego wyjazdu.
Pogoda dopisywała, więc sprawdziliśmy słynne tarcie sulovskiego zlepieńca.
Wspinaliśmy się na skale Tabula, prowadząc między innymi drogi Krikovy Kut oraz Mnam Mnam, a także na skale Veza Nad Ohniskom. Wybraliśmy się też na
jednodniowe wypady w rejony wspinaczkowe Manin i
Porubka.
22.04.2007
Wypad do uroczej miejscowości
Czerwińsk nad Wisłą
to dobry sposób na kilkugodzinną wycieczkę z Warszawy.
09.04.2007
W lany poniedziałek wspinaliśmy się z Martą, Gośką, Mall i Giaurem w okolicach wsi
Podlesice.
08.04.2007
Ostatnim etapem krótkiej podróży po Małopolsce był
Wiśnicko Lipnicki Park Krajobrazowy.
Zwiedziliśmy Nowy Wiśnicz, którego główną atrakcją jest zamek z bajkową architekturą,
Lipnicę Murowaną - wieś słynącą z konkursu palm wielkanocnych oraz rezerwat Kamienie Brodzińskiego,
gdzie grupa skałek tworzy grzyby, baszty i platformy.
07.04.2007
Zalipie to jedyna w Polsce malowana wieś,
w której budynki mieszkalne lub gospodarcze pomalowane są w charakterystyczne ornamenty kwiatowe.
Zalipie najlepiej prezentuje się wiosną.
05.04.2007
Wielkanoc wraz z Martą spędziliśmy podróżując po południowej Polsce. Pierwszym przystankiem była miejscowość Ujazd,
w której znajdują się ruiny zamku Krzyżtopór. Ciekawostką jest, że
zamek Krzyżtopór
miał tyle okien, ile dni w ciągu roku. W przypadku roku przestępnego odsłaniano dodatkowe 366 okno.
Zamek Krzyżtopór
miał także tyle pokoi, ile tygodni w ciągu roku oraz sal tyle, ile miesięcy, a wież tyle, ile kwartałów.
26.03.2007
Wraz z nadejściem wiosny, spontanicznie udaliśmy się na weekend do podczęstochowskiego Olsztyna i wraz z Martą i Gośką rozpoczęliśmy sezon wspinaczkowy,
a celem naszym była Góra Biakło.
12.03.2007
Rezerwat Kadyński Las
na Wysoczyznie Elbląskiej to zaskakująca mozaika urozmaiconego ukształtowania krajobrazu oraz unikalnej starej architektury.
06.03.2007
Dziękuję wszystkim przybyłym na mój dzisiejszy pokaz slajdów
BEZDROŻA SKANDYNAWII
w Bielańskim Ośrodku Kultury w Warszawie.
07.02.2007
Zamek Malbork w lutowej scenerii.
Przejazdem przez Malbork trafiliśmy z Martą na zdjęciową pogodę. Wiał silny wiatr, chmury mknęły po niebie,
a krzyżacka warownia położona nad brzegiem rzeki Nogat zachwycała.
2006 ROK
01.12.2006
Urocza miejscowość Lanckorona jest niewątpliwie perłą zdobiącą Beskid Makowski. Przekonaliśmy się o tym zwiedzając ją przejazdem.
25.11.2006
Wczoraj z moim bratem Pawłem wędrowaliśmy wśród malowniczej grupy skałek zwanej Skamieniałe Miasto. Jedna z legend głosi, iż Skamieniałe Miasto powstało wskutek kary bożej, jaka została nałożona na mieszkańców i ich prawdziwe budowle.
23.11.2006
Na przełomie sierpnia i września 2002 roku wyruszyliśmy wraz z Martą na Daleki Wschód. Celem naszej wyprawy była Mongolia, a szczególnie interesowały nas Góry Chentej. W grudniowym numerze miesięcznika "npm", który akurat się ukazał, znajduje się mój artykuł z tej wyprawy.
06.11.2006
W miniony weekend w Rzędkowicach odbyło się IX spotkanie organizowane przez Jurajski Klub Wysokogórski, w ramach którego miałem przyjemność zaprezentować pokaz slajdów z górskich wypraw. Wielkie dzięki wszystkim przybyłym. Zadziwiliście mnie, że chciało Wam się tyle i tak długo oglądać.
29.10.2006
Wczoraj z Duszką, Martą i Piotrem wędrowaliśmy przez Nadbużański Park Krajobrazowy. Największym jego walorem jest zachowana dolina Bugu, z meandrującą rzeką, licznymi starorzeczami i wyspami w nurcie. Jesienią ten zakątek Mazowsza jest wyjątkowo uroczy.
25.10.2006
Słowiński Park Narodowy to najpiękniejszy obszar polskiego wybrzeża. Odcinek z Łeby, aż po Rowy najlepiej pokonać w dwa dni, by przechodząc ponad 40 kilometrów zobaczyć na własne oczy polską Saharę. Jesienią mało kto zagląda w ten nadmorski rejon i dzięki temu spokojnie można go spenetrować.
19.10.2006
Postanowiłem zajrzeć w Góry Świętokrzyskie. Wycieczka pasmem Łysogór pozwoliła nacieszyć oczy jesiennymi barwami.
15.10.2006
Weekend spędziliśmy w Podlesicach z Koleżankami i Kolegami z Jurajskiego KW, na drugim spotkaniu w ramach eksploracji skał polskich. Mimo słabej pogody humory nas nie opuściły, było wesoło i jak zwykle przesympatycznie. W sobotę wspinaliśmy się na mokrej skale Biblioteka, natomiast w niedzielę na skale Brzuch Buddy.
27.09.2006
Trudno nam było wczoraj opuścić Narwiański Park Narodowy i przed powrotem do domu zwiedziliśmy Tykocin, urocze miasteczko położone nad rzeką Narew.
26.09.2006
Jesień przywitaliśmy razem z Martą spływając kajakiem szlakiem wodnym o nazwie Narwiański Labirynt. Prowadzi on przez cały Narwiański Park Narodowy i naprawdę trzeba uważać, by nie zgubić się w licznych rzecznych odnogach.
21.09.2006
Kilka wakacyjnych weekendów spędziłem z Martą niedaleko Warszawy. Rzeka Wkra przyciągała nas jak magnes. W upalne dni kąpiel przyjemnie orzeźwiała, a wycieczki wzdłuż rzeki pozwoliły na odkrycie przeuroczych zakątków, jakie kryje Wkra za kolejnymi zakolami.
18.09.2006
Kilka razy rowerem jechałem na całodniową wycieczkę do Czerska. Nigdy jednak nie dopisała mi taka pogoda jak w tym roku. Udało mi się wreszcie zrobić niezłe zdjęcia, na których Zamek Czersk fajnie się prezentuje.
25.08.2006
Droga Robakiewicza mimo kapryśnej pogody jaka obecnie nawiedziła Tatry Polskie była naszym celem. Mnich nie był jednak gościnny, bo deszcz i zimny wiatr zgonił naszą trójkę przedwcześnie na Wantę.
24.08.2006
Wspaniały tour po słowackiej stronie udało mi się zrobić wraz z Dominiką i Irkiem. Dolina Białej Wody, dolina Ciężka, kocioł w którym leży Zmarzły Staw, a nad nim Galeria Gankowa to wyjątkowa uczta dla oczu. Nam jednak tego dnia było mało i przeszliśmy przełęcz Niżna Spadowa 2190 m. Dzięki temu trudno dostępna, najwyżej położona w Tatrach dolina Spadowa została przez nas spenetrowana. Wracaliśmy przez Młynarzowy Żleb.
21.08.2006
Wspinanie na Jurze sprawia nam dużą frajdę i dlatego miniony weekend znów spędziliśmy w Skałach Olsztyńskich. Penetrowaliśmy tym razem skały: Skrajny Filarek, Pusta Turnia, Ganek Ewy, Żółty Filar i Przekładaniec położone przy zamku Olsztyn.
16.08.2006
Długi weekend spędziliśmy na Jurze ze znajomymi z Jurajskiego KW. W sobotę wspinaliśmy się na Górze Zborów z Jackiem, natomiast kolejne trzy dni spędziliśmy z Dominiką i Irkiem, prowadząc drogi na Skale Apteka. Ostatniego dnia przenieśliśmy się na Zegarową w Skały Rzędkowickie.
12.08.2007
Swołowo to wieś unikalna krajobrazowo w skali polskiej. Większość budynków wzniesionych została przez Niemców metodą szachulcową z drewnianych słupów i gliny malowanej na biało. Dlatego Swołowo często nazywa się kraina w kratę.
06.08.2006
Niestety pogoda w Alpach definitywnie załamała się, a my mając dość deszczu przenieśliśmy się na trzy dni nad Bałtyk. Przed wyjazdem zdążyliśmy odwiedzić alpejski kurort Zermatt, nad którym dosłownie przez trzy godziny było pogodnie.
31.07.2006
Przenieśliśmy się do Szwajcarii w dolinę Saastal, skąd weszliśmy na Weissmies 4023 m. W czasie zejścia ze szczytu czteroosobowy zespół w całości wpadł do pokaźnej szczeliny. Idący za tą grupą wspinacze zawiadomili ratowników. Gdy dotarliśmy do miejsca wypadku helikopter odtransportowywał właśnie dwóch nieszczęśników.
27.07.2006
Zakończyliśmy pierwszy etap naszej alpejskiej wyprawy. W masywie Monte Rosa weszliśmy na pięć czterotysięczników. Kolejno naszym łupem padły: Balmenhorn 4147 m, Ludwigshohe 4341 m, Parrotspitze 4456 m, Signalkuppe 4556 m, oraz Zumsteinspitze 4563 m.
21.07.2006
Jutro razem z Martą wyruszamy w Alpy Walijskie i mamy zamiar wejść na kilka szczytów czterotysięcznych. W ramach naszej dwutygodniowej wyprawy chcemy także odwiedzić Alpy Berneńskie, a magnesem który nas tam przyciąga jest łańcuch wielkich ścian północnych szczytów: Eiger, Monch i Jungfrau, wznoszących się nad łąkami górskiej osady Grindelwald.
14.07.2006
Czas, jaki pozostał nam po wejściu na Wildspitze, poświęciliśmy na rekonesans doliny Stubaital. Przedwczoraj weszliśmy na Schussgrubenkogel 3211 m oraz na banalnie prosty Kleiner Isidor 3200 m, ale co najważniejsze zobaczyliśmy jak prowadzi droga na najwyższy szczyt Alp Sztubajskich - Zuckerhutl 3505 m. Muszę przyznać, że to ciekawa góra, na którą przy okazji będę chciał wejść.
11.07.2006
Wczoraj weszliśmy na Wildspitze. Słońce dawało się we znaki, a ze ściany, zwłaszcza na zejściu w kominie, co rusz leciały kamienie. Zeszliśmy 1800 metrów w dolinę i jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy w sąsiednie Alpy Sztubajskie.
08.07.2006
Dzisiaj wyruszam z Januszem w Tyrol w Otztaler Alpen jedno z największych pasm górskich w Alpach Austriackich. Naszym celem jest drugi co do wysokości szczyt Austrii - Wildspitze 3772 m. Jutro rozpoczynamy podejście do schroniska Breslauerhutte, skąd pojutrze chcemy wejść na szczyt.
03.07.2006
Kolejne dwa weekendy obfitowały we wspinanie na Jurze. Robiliśmy z Martą drogi w Skałach Rzędkowickich na skałach: Zegarowa i Studnisko oraz w - Mirowskich Skałach. W Podlesicach spędziliśmy cały dzień z Dominiką i Irkiem na Skale Apteka, a kolejnego dnia przenieśliśmy się na Górę Apteka.
16.06.2006
Nasza krótka alpejska przygoda zakończyła się wczoraj. Wracając przejechaliśmy najwyżej położoną drogą w Austrii przez przełęcz Hochtor. Grossglocknerstrasse jest czymś więcej niż tylko drogą. Stała się raczej szlakiem wycieczek wprowadzającym w niepowtarzalny świat. Na jego krańcu stanęliśmy u stóp najwyższej góry Austrii - Grossglockner, szczytu wznoszącego się ponad lodowcem Pasterze, najdłuższym w Alpach Wschodnich.
12.06.2006
W Wysokich Taurach jest wciąż dużo śniegu, a wiosny w wyższych partiach gór jeszcze nie widać. Wczoraj samotnie torowaliśmy w śniegu drogę do schroniska Defreggerhutte, które jest wciąż zamknięte. Winter room mieliśmy tylko dla siebie. Dzisiaj weszliśmy na Grossvenediger, a następnie na sąsiedni szczyt Hohes Aderl 3504 m.
10.06.2006
Wczesnym rankiem wyruszamy we dwójkę z Martą w Wysokie Taury. Mamy nadzieję, że jeszcze dzisiaj dotrzemy pod Grossvenediger 3674 m, a jutro rozpoczniemy podejście do schroniska Defreggerhutte.
22.05.2006
Weekendowe wspinanie na Jurze koło Olsztyna, na pierwszym spotkaniu w ramach eksploracji skał polskich w towarzystwie Koleżanek i Kolegów z Jurajskiego KW było bardzo udane. Fajna atmosfera, którą stworzyła cała paczka plus zrobienie kilku dróg na ostańcach Góra Biakło i skałach olsztyńskich sprawiło, że szkoda było się rozstawać.
12.05.2006
Dziękuję wszystkim przybyłym dzisiaj do Bielańskiego Ośrodka Kultury na mój pokaz slajdów pt. Góry Azji w obiektywie, który składał się z dwóch prezentacji: Damavand - dach Persji i Wyprawa na Khan Tengri. Pokaz ten odbył się w w ramach II Weekendu z Turystyką i Przyrodą.
04.05.2006
Podróż po Łotwie dobiegła końca. Na ostatnim jej etapie stanęliśmy na najwyższym punkcie Łotwy, wzgórzu Gaizinkalns o wysokości 311 m, co było traumatycznym przeżyciem. Natomiast takie miejsca jak miasta: Ryga, Jurmała, Ventspils, Liepaja, a zwłaszcza Kuldiga, naprawdę warto zwiedzić.
01.05.2006
Rzeka Gauja uważana jest za najładniejszą w całym kraju. Jeżeli miałbym polecić tylko jedno miejsce do zobaczenia na Łotwie, to z pewnością jest to Park Narodowy Gaujas. Intensywne dwa dni zwiedzania nie pozostawiają co do tego złudzeń.
30.04.2006
Wczoraj dotarliśmy do krainy w północnej Łotwie o nazwie Liwlandia. Szutrowa droga doprowadziła nas do miejscowości Mazsalaca. Zwiedziliśmy Skanaiskalns Park. Czarujący, niewielki park obejmuje nieznaczną część doliny rzeki Salaca. Leniwie płynąca szerokim korytem rzeka robi duże wrażenie, a skały zbudowane z piaskowca dodają temu miejscu niezwykłego uroku.
28.04.2006
Tegoroczny długi weekend będzie kontynuacją rozpoczętego w zeszłym roku projektu zwiedzania republik nadbałtyckich. Litwa rok temu zaskoczyła Martę i mnie swym urokiem. A Łotwa? Czy nas urzeknie? Dzisiaj wyruszamy, a towarzyszyć będzie nam Janusz.
22.04.2006
Słowacki Raj o tej porze roku ma niesamowity klimat. Z jednej strony na polanach można spotkać zwiastun wiosny, czyli krokusy, natomiast w głębokich wąwozach zalega jeszcze śnieg i nadal można obejrzeć pozostałości lodospadów.
14.04.2006
Słowacki Raj to pomysł na aktywne spędzenie Świąt Wielkanocnych. Malownicza okolica płaskowyżu pociętego głębokimi wąwozami z dużą ilością wodospadów, przełom górskiej rzeki Hornad z wezbranymi wiosennymi wodami jest dla Marty, Janusza i dla mnie ciekawie zapowiadającym się parodniowym wyjazdem.
10.04.2006
W miniony weekend w Rzędkowicach odbyło się VIII spotkanie organizowane przez Jurajski Klub Wysokogórski, w którym razem z Martą mieliśmy przyjemność uczestniczyć. Poznaliśmy ciekawych ludzi, dowiedzieliśmy się sporo nowinek na temat sprzętu górskiego od prelegenta Wojtka Werby oraz uczestniczyliśmy w szkoleniu na temat udzielania pierwszej pomocy, które fachowo i bardzo interesująco poprowadził ratownik Kajetan Gawarecki. W sobotę na ognisku o górach w swym życiu opowiadał Krzysztof Wielicki i mimo napiętego programu starczyło nam czasu na wspinaczkę w Skałach Rzędkowickich.
20.03.2006
Góry Stołowe zimą są niezwykle tajemnicze, a ich najwyższa góra prezentuje się niesamowicie. Szczeliniec Wielki wciąż jest zasypany śniegiem, a że w tym roku opady były znaczne, to przejście przez labirynt skał stało się wyjątkowo interesujące.
05.03.2006
Rekordowo silne jak na Polskę wiatry, duże zamglenie i opady śniegu powodują, że Góry Izerskie, a zwłaszcza Karkonosze, zwane są polską Patagonią. Sudety są teraz puste, a szlaki są praktycznie nieprzetarte i dosłownie zasypane. W Karkonoszach panuje takie zamglenie, że widoczność jest praktycznie zerowa, z małymi przerwami pada non stop śnieg.
24.02.2006
Góry Izerskie, a następnie Karkonosze grzbietem głównym, zamierzam pokonać samotnie z worem na plecach, używając narty biegowe. Cały dzisiejszy dzień spędziłem dokładnie poznając Masyw Ślęży. Za sprawą pięknej pogody Ślęża była miłą rozgrzewką. O dziwo nikogo po drodze nie spotkałem, a na samym szczycie wiało niemiłosiernie.
07.02.2006
Teneryfa to piękna i niesamowita wyspa. Krajobraz wulkaniczny na jej czubku to coś niezwykłego i trudno to wyrazić w słowach. Wczoraj zakończyliśmy nasz krótki pobyt na tej wyspie.
02.02.2006
W samo południe wraz z Martą weszliśmy na drugi co do wysokości szczyt Teneryfy - Pico Viejo o wysokości 3134 m. Krater wulkanu zrobił na nas niesamowite wrażenie. Akcja górska zajęła nam około ośmiu godzin.
28.01.2006
Wygasły wulkan Pico del Teide o wysokości 3718 metrów jest głównym celem naszej wyprawy, którą rozpoczynamy jutro. Jeżeli tylko pogoda nam dopisze to zajrzymy do parującego krateru i spojrzymy z góry na inne wyspy archipelagu, a przy odrobinie szczęścia podziwiać będziemy ogromny cień o świcie słońca padający na ocean.
03.01.2006
Tegorocznego Sylwestra wraz z Martą, Duszką i Piotrem spędziłem na Roztoczu. Puszcza Solska zimą to wspaniałe miejsce na narty biegowe. Mimo, że śnieg powoli nikł w oczach to udało nam się na biegówkach dotrzeć do ciekawych miejsc jak choćby rezerwat krajobrazowy Nad Tanwią, gdzie rzeka Tanew tworzy szeregi niewielkich kaskad zwanych szumami. Postanowiliśmy jeszcze w tym roku wrócić w Roztoczański Park Narodowy.
2005 ROK
23.11.2005
Niezmiernie miło było mi gościć po raz kolejny w Bielańskim Ośrodku Kultury w Warszawie i zaprezentować pokaz slajdów Afryka Północna - Berberyjskie Królestwo. Dziękuję wszystkim, którzy przybyli by zobaczyć podróż po Tunezji i Maroku, ukoronowaną wejściem na najwyższy szczyt Afryki Północnej Jebel Toubkal.
14.11.2005
W schronisku na Głodówce koło Zakopanego, odbyły się VI Dni Lajtowe impreza zorganizowana przez Polski Klub Alpejski. Korzystając z okazji zrobiliśmy wraz z Martą i Duszką krótki wypad w Tatry Polskie. Góra Gęsia Szyja ma 1489 m, ale choć nie jest wysoka to ze skalnego wierzchołka rozciąga się panorama na Tatry Wysokie oraz Tatry Bielskie.
02.11.2005
Długi weekend spędziłem wraz z Martą, Duszką i Piotrkiem. Babia Góra i Pieniny, od Sokolicy po Trzy Korony, każdego dnia tonęły w promieniach słońca. Z Diablaka jak na dłoni zobaczyliśmy Tatry Polskie i dalsze pasma Małej i Wielkiej Fatry. W drodze powrotnej zobaczyliśmy jak jesień pomalowała kolorami Dolinki Podkrakowskie.
17.10.2005
Zostałem zaproszony przez Duszkę i Piotra w Beskid Niski. Odwiedziliśmy Czarnorzecko Strzyżowski Park Krajobrazowy i zwłaszcza Rezerwat Skalny Prządki zrobił na mnie duże wrażenie.
12.10.2005
Dziękuję wszystkim przybyłym do Bielańskiego Ośrodka Kultury w Warszawie na moje dzisiejszy pokaz slajdów - Alpejskie Kolosy.
10.10.2005
Wczoraj zakończyliśmy naszą marokańską przygodę. Poza pobytem w górach zobaczyliśmy Maroko od wewnątrz. Zatoczyliśmy pętlę od miasta Casablanka, przez Meknes, Fez, piaski Erg Szebbi, przełom Todra, kazbę Ait Benhaddou, czerwone miasto Marrakesz, wodospady d'Ouzoud, po dawny portugalski port Essauira nad Oceanem Atlantyckim.
01.10.2005
Dzisiaj o 9.00 rano czasu marokańskiego wraz z Martą stanęliśmy na najwyższym szczycie Afryki Północnej czterotysięczniku Jebel Toubkal.
23.09.2005
Jutro z samego rana odlatujemy do Maroka, by zmierzyć się z najwyższą górą Afryki Północnej czterotysięcznikiem Jebel Toubkal oraz poznać uroki marokańskich krajobrazów.
21.09.2005
Dzisiaj zwiedziliśmy Skansen Kurpiowski w Nowogrodzie. Marta i ja byliśmy zaskoczeni tym, co zobaczyliśmy i zgodnie doszliśmy do wniosku, że jest to najciekawsze muzeum pod gołym niebem jakie dotąd widzieliśmy.
09.09.2005
Pojechałem w Góry Świętokrzyskie i odkryłem urocze miejsce, a są nim Skały Piekło pod Niekłaniem. Malownicze piaskowe skałki w formie baszt, grzybów osiągają od 2 do 8 metrów.
23.08.2005
Informuję wszystkich zainteresowanych, że we wrześniowym numerze miesięcznika "npm" znajduje się mój artykuł z ubiegłorocznej wyprawy na Matterhorn.
01.08.2005
Czarnohora oczarowała nas, a przejście grani głównej tego pasma Karpat Wschodnich, które zajęło nam niecałe cztery dni, jest niewątpliwie dużą frajdą. Niestety polskie służby celne na przejściu granicznym w Hrebenem zmuszają do kilkugodzinnego stania na granicy, co wydłuża dwukrotnie podróż. Strona ukraińska odprawia systematycznie i w miarę szybko, natomiast "nasze orzełki" robią wszystko, by na granicy powstały gigantyczne zatory.
30.07.2005
Nasz ostatni zdobyty dwutysięcznik w paśmie Czarnohora to góra Pietros. Przejście grani głównej zakończyliśmy we wsi o specyficznie brzmiącej nazwie - Kwasy. Jutro wracamy już z powrotem do kraju, mając w głowie piękny krajobraz ukraińskich Karpat.
28.07.2005
Dzisiaj naszym łupem padły kolejne dwutysięczne szczyty: Brebenieskul i Howerla, która jest najwyższym szczytem pasma Czarnohora i zarazem Ukrainy. Pogoda dopisuje, idąc cały czas granią mamy jednak problem ze zdobyciem wody.
27.07.2005
Po prawie 20 godzinach jazdy dotarliśmy przez Kołomyję do Werchowiny, skąd udaliśmy się do wsi Szebene położonej w górach. Pierwszą noc w paśmie Czarnohora spędziliśmy na wysokości około 1000 m, daleko za wsią, ale jeszcze w strefie lasu. Tuż po południu wyszliśmy na grań i weszliśmy na nasz pierwszy huculski dwutysięcznik - Pop Iwan.
25.07.2005
Rozpoczynam z Januszem w dwójkowym składzie wypad w Karpaty Wschodnie, a celem naszym jest Czarnohora i najwyższy szczyt Ukrainy Howerla. Mamy nadzieję, że Huculszczyzna nas oczaruje, a pogoda dopisze przy przechodzeniu grani głównej pasma Czarnohora.
10.07.2005
W Polsce upały, natomiast północne Włochy, Słowenię, Austrię i Czechy nawiedziły ulewy. W chmurach, deszczu i burzach nie podjęliśmy próby wejścia na Triglav, bo byłoby to tylko i wyłącznie zaliczenie szczytu, a nie cieszenie się z pięknych widoków, jakich sporo w Triglavskim Parku Narodowym. Na sam koniec pobytu w Słowenii zwiedziliśmy Kras Brkini z przepiękną Skocjanską Jaskinią, jedną z największych na świecie, miasta Koper i Piran nad Adriatykiem oraz urocze miasteczko Skofja Loka i Predjamski Zamek.
05.07.2005
Z Dolomitów ruszyliśmy do Słowenii w Alpy Julijskie z zamiarem zdobycia szczytu Triglav. W dniu przejazdu z Włoch dodatkowo objechaliśmy cały Triglavski Park Narodowy wokoło, ciesząc oczy wspaniałymi widokami. Był to niestety ostatni słoneczny dzień. Pogoda zepsuła się, przeszły gwałtowne burze, co skutecznie sparaliżowało nasze górskie poczynania. Prognoza pogody na najbliższe dni nie nastraja optymistycznie, a do końca naszej krótkiej wyprawy pozostało niecałe pięć dni.
03.07.2005
Dolomity mają swoją królową, a jest nią masyw Marmolada, na który udało nam się wejść w pięknej pogodzie. Weszliśmy od północnej strony trawersując lodowiec na najwyższy wierzchołek masywu Punta Penia pokonując 150-metrową skalną ścianę, natomiast zeszliśmy granią zachodnią po via ferracie.
02.07.2005
Pierwszego dnia pobytu w Alpach Włoskich wybraliśmy się na trekking do Sanktuarium Dolomitów, czyli Tre Cime di Lavaredo, które składa się z trzech majestatycznych turni, stanowiących kiedyś dla alpinistów włoskich i wspinaczy z całego świata stanowią duże wyzwanie.
30.06.2005
Dzisiaj w dwuosobowym składzie rozpoczynamy wyprawę w Dolomity. Marty i moim celem jest Punta Penia 3348 m najwyższy szczyt Dolomitów oraz najwyższa góra Alp Julijskich - Triglav 2864 m.
28.06.2005
Wczoraj wracając do domu z Suwalszczyzny wnikliwiej poznawaliśmy Biebrzański Park Narodowy. Z premedytacją daliśmy się pokąsać insektom, chodząc po bagnach w poszukiwaniu łosi. Pod sam koniec dnia Marta zapiała z zachwytu, gdy wypatrzyła przez lornetkę na wieży widokowej, parę dorosłych łosi z młodymi, które wyszły na wieczorny żer.
26.06.2005
Suwalski Park Krajobrazowy przywitał nas wyśmienitą pogodą. Rzadko spotyka się w lecie taką przejrzystość powietrza. Innym bardzo przyjemnym aspektem przebywania na Suwalszczyźnie jest regionalna kuchnia, której dania degustowaliśmy. Zajadaliśmy kartacze, bliny litewskie, czenaki oraz tradycyjną babkę ziemniaczaną.
25.06.2005
Najbliższe dni wraz z Martą spędzimy na Suwalszczyźnie, która zauroczyła nas już dużo wcześniej, a dopiero teraz nadarza się okazja, aby znowu się tam pojawić. Dzisiaj penetrowaliśmy Wigierski Park Narodowy.
18.06.2005
Dziękuję wszystkim przybyłym na mój dzisiejszy pokaz slajdów, miło mi było zaprezentować w ramach Weekendu z Turystyką i Przyrodą w Bielańskim Ośrodku Kultury dwa pokazy multimedialne: KHUMBU HIMAL TREK oraz ANDY ' 2005 - W KRAINIE KONDORÓW.
22.05.2005
Mimo fatalnej pogody podróż na Podole zrobiła na mnie duże wrażenie. Lwów, który zaskakuje pięknem starego miasta i ilością miejsc godnych zwiedzenia, Kamieniec Podolski z nadzwyczajnym położeniem zamku i starówki oraz Chocim, a właściwie twierdza na długo zostaną w mojej pamięci.
17.05.2005
Zawsze chciałem na własne oczy zobaczyć Podole, które tak pięknie opisał Henryk Sienkiewicz w Ogniem i Mieczem. Dzisiaj w nocy wyruszamy razem z Januszem na Zachodnią Ukrainę, by w ciągu pięciu dni zobaczyć to, co naszym zdaniem szczególnie zobaczyć warto.
16.05.2005
Goszcząc u Piotra na Jurze rozpoczęliśmy wraz z Duszką i Martą sezon skałkowy. Wspinaliśmy się w Skałach Rzędkowickich i odwiedziliśmy - Mirowskie Skały, gdzie wspinało nam się przednio.
04.05.2005
Litwa tak nas urzekła, że postanowiliśmy nie wjeżdżać tym razem na Łotwę. Krótki tour rozpoczęliśmy od południowej części Litwy, zachwycając się krajobrazami zakola rzeki Niemen, a zakończyliśmy na malowniczym nadmorskim zakątku jakim jest Mierzeja Kurońska. W międzyczasie zwiedziliśmy także Wilno, Troki, Kowno, kurorty Druskienniki, Birsztany, Pałągę oraz Żmudzki Park Narodowy.
29.04.2005
Dziękuję wszystkim przybyłym na mój wczorajszy pokaz, miło mi było zaprezentować wyprawę do Ameryki Południowej. Zaczyna się długi weekend, razem z Martą spędzimy go na Litwie i Łotwie, by poznać tamtejsze krajobrazy i mieszkańców.
26.04.2005
W najbliższy czwartek 28 kwietnia o godzinie 18.00 w siedzibie PTTK Żoliborz, Warszawa ul. Senatorska 11, 1 piętro - wejście jak do galerii Rempex - odbędzie się mój pokaz slajdów z wyprawy ANDY ' 2005 - W KRAINIE KONDORÓW. Serdecznie zapraszam, wstęp wolny.
25.04.2005
Na podtatrzańskich halach zakwitły tysiące krokusów. Pod Tatry Słowackie dotarła już wiosna, ale wyżej wciąż panuje zima. W sobotę weszliśmy na Baranie Rogi, natomiast wczoraj zdobyliśmy szczyt Szeroka Wieża, czyli Mały Lodowy.
18.04.2005
Skarbów nie znaleźliśmy, ale Słowiński Park Narodowy, a zwłaszcza ruchome wydmy i nadmorska kraina w kratkę budząca się z zimowego snu są skarbami, które każdy może zobaczyć na własne oczy.
15.04.2005
W powietrzu już tak mocno czuje się wiosnę, że aż trudno usiedzieć na miejscu. Dzisiaj jedziemy w kierunku północnym, by przez Kaszuby dotrzeć nad Bałtyk. Zobaczymy Słowiński Park Narodowy, a szczególnie jak zmienił się krajobraz ruchomych wydm. Może odsłoniły po zimie jakieś skarby?
29.03.2005
Pogoda nam nie dopisała. Czeski Raj oraz Szwajcaria Saksońska w świąteczny weekend spowite były mgłami i tylko momentami przez chmury przebijało słońce. Zmieniliśmy plany i zamiast w Szwajcarii Czeskiej, w lany poniedziałek pojechaliśmy na Pogórze Sudeckie.
20.03.2005
Ostatniego dnia zimy weszliśmy całym ośmioosobowym zespołem na najwyższą górę Austrii - Grossglockner. Dzień wcześniej podchodziliśmy jeszcze w zadymce śnieżnej. W dniu wejścia na szczyt pogoda zaczęła się klarować, a popołudniu była już wspaniała. Mogliśmy podziwiać ze szczytu roztaczające się po sam horyzont bajeczne widoki.
17.03.2005
Po powrocie z drugiej półkuli jestem bardzo ciekaw, ile śniegu jest teraz w bliższych geograficznie górach. By to sprawdzić wyruszam jutro z Polskim Klubem Alpejskim, jako jeden z prowadzących, na krótki wypad na Grossglockner w Wysokie Taury.
15.03.2005
W południe wylądowałem na Okęciu w Warszawie. Przelot ze stolicy Ekwadoru i 5 godzin oczekiwania w Amsterdamie w sumie zajął 18 godzin. Na zakończenie mojej wyprawy ANDY ' 2005 - W KRAINIE KONDORÓW linie lotnicze KLM ufundowały mi specjalną nagrodę - zgubiono mi czekan oraz zniszczono plecak.
12.03.2005
Od wczoraj jestem nad Pacyfikiem w sympatycznym kurorcie Atacama. Nad oceanem jest parno, duszno i gorąco, woda ma 30 stopni ciepła i jest bardzo słona, topię się na zmianę w słońcu i w wodzie, zajadam pysznymi smażonymi rybami i owocami morza w sosie cytrynowym. Jutro wracam do Quito, żegnam Ekwador i odlatuje do kraju.
10.03.2005
Zwiedzam Ekwador. Jestem w mieście Cuenca. Góry pożegnałem na dobre. Odkąd jestem w Ekwadorze słońce świeciło tylko kilka godzin, za to deszcz pada praktycznie non stop i dosyć często jest mgła. Pogoda w Ekwadorze jest bardziej stabilna deszczowo niż na wyspach brytyjskich :-)
09.03.2005
Jestem w Riobambie. Na Cotopaxi nie wszedłem. Dotarłem około 100 m pod szczyt, gdzie ujrzałem olbrzymią szczelinę. Niestety - drabina, po której można było ją pokonać, bezwładnie wisiała w otchłani, zawieszona w głębi szczeliny na śnieżnym mostku. Przystanąłem myśląc, jak można spróbować ją obejść, kiedy zmienił się wiatr i wyziewy z czynnego krateru opadły na mnie gęstą chmurą. Wymiotowałem z twarzą w śniegu. Oczy wychodziły mi na wierzch. Odwróciłem się na brzuch i zacząłem zjeżdżać w dół hamując czekanem. Po jakiś 60-80 metrach mogłem wreszcie złapać trochę tlenu w płuca. Jak pijany wycofywałem się w dół. To nie był jeszcze koniec wypadków, ale o tym w relacji po powrocie. Wczoraj dotarłem pod kolejny wulkan Chimborazo, na wysokość 5 000 m, pogoda jest fatalna, od tygodnia nikt nawet nie próbował iść w górę, jest zadymka śnieżna. To jakiś koszmar, zły miesiąc do zdobywania wulkanów. Obawiam się, że to koniec mojego działania w górach.
03.03.2005
Z dżungli wróciłem mocno pogryziony, jak już ktoś kiedyś napisał - przebywanie w dżungli jest przyjemne przez pierwszą godzinę, bo podziwia się to, czego miniaturkę ma się w doniczkach w palmiarni, i przez ostatnią godzinę, gdy się to przeklęte miejsce opuszcza. Choć te trzy dni były ciekawe - wioska Curi Huarmi, wodospady, spływ kanu rwącą rzeką pośród nieprzebranych gąszczów - to z niecierpliwością ruszam jutro w góry i rozpoczynam rozprawę z Cotopaxi i Chimborazo.
28.02.2005
Dalej w Banos. Pogoda się popsuła, pada deszcz, dodatkowo mam wieści z agencji trekkingowej: Cotopaxi jest podobno nieźle zmrożone, by wejść na szczyt trzeba pokonać 300-metrowy odcinek o nachyleniu 45 stopni w lodzie praktycznie bez odpoczynku, natomiast na Chimborazo podobno lecą kamienie, jest mix lodu i śniegu, warunki ekstremalne. Z tego względu działalność w górach przesuwam o kilka dni i w tym czasie będę poznawał uroki dżungli.
24.02.2005
Ekwador jest zupełnie inny niż Chile. Banos to takie Zakopane Ekwadoru, z tą różnicą, że góry wokół miasta porośnięte są dżunglą. Miasteczko ma swój urok - są tu gorące źródła, jest kilka basenów. Przed wyruszeniem pod Cotopaxi i Chimborazo spędzę tu dwa dni na przygotowaniach.
21.02.2005
Od wczoraj jestem w Santiago w Chile. gdzie spędzę łącznie kilka dni odpoczywając, po czym przemieszczam się samolotem do Quito w Ekwadorze. W ramach zwiedzania Chile byłem nad Pacyfikiem, który mnie rozczarował, bałtyckie plaże i wybrzeże są dużo piękniejsze. Za to knajpy w Chile, zwłaszcza jedna, w której przypadkowo trafiłem na mistrza tango Sergio Cristi Zelaya i jego uczniów - to jest coś! Polecam i pozdrawiam!
18.02.2005
Po zejściu ze szczytu Aconcagua praktycznie od razu nastąpił odwrót do Punta del Incas. Odebrałem część rzeczy pozostawionych w depozycie, trochę odpocząłem, zjadłem porządnie i uzupełniłem płyny w odwodnionym organizmie.
16.02.2005
Wszedłem na szczyt Aconcagua, był to piękny słoneczny dzień, choć wietrzny. Na szczycie byłem po 5 godzinach od wyjścia z obozu II, założonego na wysokości 6 050 m. Spędziłem na nim pół godziny, podziwiając widoki i oczywiście robiąc mnóstwo zdjęć.
13.02.2005
Po dwóch nocach spędzonych na Nido de Condore zszedłem do bazy na Plaza de Mulas na odpoczynek. Wyniosłem cały depozyt na wysokość około 6 050 m. Wieje potwornie zimny wiatr, ale nadal jestem w dobrej kondycji, choć niestety mam coraz większy katar. Jest bardzo zimno, ten wiatr i piasek mam wszędzie, w nosie, uszach. Kolejne wyjście to będzie już atak szczytowy na Aconcagua.
09.02.2005
Z bazy głównej Plaza de Mulas pod Aconcaqua wyniosłem już depozyt na przełęcz Nido de Condore 5 380 m, mijając obóz pierwszy Plaza Canada położony na wysokości 4 910 m. Dzisiaj jest dzień restu, a jutro pierwszy nocleg na Nido de Condore i wynoszenie depozytu dalej do Berlina na wysokość około 5 900 m.
06.02.2005
Dotarliśmy do bazy głównej Plaza de Mulas pod Aconcagua. Pod górę podąża wielu Polaków z różnych wypraw.
03.02.2005
Od wczoraj jestem w Mendozie. Załatwiłem zapasy na dalszą wyprawę, permity, trochę zwiedzałem miasto, ale temperatura 35 stopni C skutecznie to utrudniała. Wieczorem przepakowanie, jutro o 10.30 jedziemy do Puente del Inkas, położonego na 2 750 m. Tam załatwiamy karawanę i pojutrze ruszamy pod Aconcagua. Trekking do bazy głównej Plaza de Mulas, położonej na 4 230 m., będzie trwał 2 dni.
01.02.2005
Dzisiaj późnym wieczorem wylądowałem w Santiago de Chile. Tu jest 35 stopni ciepła. Ukrop. W nocy jedziemy od razu do Mendozy.
30.01.2005
Jutro rozpoczynam realizację projektu ANDY ' 2005 - W KRAINIE KONDORÓW. Wczesnym rankiem wylatuję do Santiago de Chile, by spełnić swoje długoletnie marzenie o podróży do Ameryki Południowej i wejściu na górę Aconcagua.
17.01.2005
W Beskid Niski wraz z Martą, Duszką i Piotrem wybraliśmy się na weekend. Wędrowaliśmy szlakami drewnianych cerkwi przez Magurski Park Narodowy.
05.01.2005
Patronat medialny nad projektem ANDY ' 2005 - W KRAINIE KONDORÓW objął serwis GEOZETA.PL i portal górski E-GORY.PL.
04.01.2005
Sylwestra spędziłem w schronisku Brandysówka, w gronie znajomych. Dolinki Podkrakowskie zamiast w śniegu, były deszczowe.
2004 ROK
27.12.2004
Rozpoczynam realizację projektu ANDY ' 2005 - W KRAINIE KONDORÓW, którego głównym celem jest zdobycie najwyższego szczytu obu Ameryk Aconcagua 6962 m oraz wulkany: Chimborazo 6310 m i Cotopaxi 5897 m.
08.12.2004
Pośrednia Grań w Tatrach Słowackich zdobyta! W sobotę, gdy podchodziliśmy do Chaty Teryho pogoda była fatalna, na szczęście nazajutrz zostaliśmy obdarowani z okazji Mikołajek bezwietrzną, słoneczną pogodą, która utrzymała się przez cały dzień i pozwoliła nacieszyć się pięknymi widokami ze szczytu. Z drugiej strony przykro było patrzeć na spustoszenie, jakie wyrządził potężny huragan Orkan, który niedawno nawiedził Tatry Słowackie.
23.11.2004
W Sudety zawitała zima. Skały Teplickie jeszcze ugościły nas ostatnim tchnieniem jesieni, a następnego dnia przywitała nas zima i Adrspach - Skalne Miasto podziwialiśmy przyprószone śniegiem. O dziwo po polskiej stronie leży dużo więcej śniegu.
05.11.2004
Podczas V Dni Lajtowych corocznej imprezy organizowanej przez Polski Klub Alpejski, która w tym roku odbywa się w dniach 11-14.11.2004 w Zagórzu Śląskim koło Wałbrzycha, w Domu Wypoczynkowym "Gawra", zaprezentuję w dniu 13.11.2004 o godz. 17.00 pokazy slajdów: Damavand dach Persji, Matterhorn piramida Europy, Mont Blanc oraz Khumbu Himal Trek.
23.10.2004
Po 48 godzinach morderczej podróży z przesiadkami i 12 godzinnymi oczekiwaniami na samolot w Delhi i Moskwie, w nocy wylądowaliśmy na Okęciu w Warszawie. Khumbu Himal Trek był niezwykłą przygodą która na zawsze zostanie w mojej pamięci.
16.10.2004
Nasz Khumbu Himal Trek zbliża się ku końcowi. Zatoczyliśmy pętlę, weszliśmy na Gokyo Ri 5.357 m, przeszliśmy przez przełęcz Cho La 5.420 m i znowu jesteśmy w Namche Bazar. Dzisiaj o mały włos na wąskim, wiszącym mostku Marta i ja skończylibyśmy na rogach spłoszonego jaka. Cudem uniknęliśmy stratowania.
07.10.2004
Z Namche Bazar, gdzie spaliśmy dwie noce, dzisiaj ruszamy na północ każdego dnia zyskując wysokość. Khumbu Himal Trek jako główny cel obrał pięciotysięcznik Gokyo Ri, z którego mamy nadzieję ujrzeć cztery ośmiotysięczniki - Cho Oyu, Lhotse, Makalu i dach świata Mount Everest.
04.10.2004
Po nocy spędzonej w Katmandu, dzisiaj polecieliśmy do Lukli i przy typowym monsunie rozpoczęliśmy trekking nazwany przez nas Khumbu Himal Trek. Po czterech godzinach doszliśmy do Phakding, gdzie zatrzymaliśmy się na noc.
01.10.2004
Jutro rano odlatujemy z Warszawy do Katmandu z przesiadkami w Moskwie i Delhi. Rozpoczynamy wyprawę do Nepalu w Himalaje. Celem naszego trzyosobowego składu jest trekking w najwyższym paśmie Khumbu Himal.
27.09.2004
Wróciłem z Kaukazu. Niestety nie wszedłem na Elbrus. Najpierw przeszkodziła pogoda, zabrakło jednego dnia, a potem dopadło mnie zapalenie górnych dróg oddechowych. Jednak najpoważniejszą przeszkodą był brak czasu, ponieważ u stóp góry mogłem być tylko tydzień.
16.09.2004
Pierwsze dwa dni na 4200 m już za nami. Nocowaliśmy w schronie ratowników nad schroniskiem Prijut i byliśmy świadkami rozpoczęcia akcji ratunkowej. Rosjanin poleciał w tym samym miejscu, w którym kiedyś Wanda Rutkiewicz, nie przeżył. W ciągu dnia zrobiliśmy rozruch aklimatyzacyjny ponad Skały Pastuchowa. Niestety wieczorem Elbrus pokazał pazury, pogoda załamała się i zaczął padać śnieg.
14.09.2004
Wieczorem jesteśmy w Terskol wiosce pod szczytem Elbrus. Podróż pociągiem z Warszawy przez Kijów do miasta Piatigorsk, a następnie autobusami - przesiadka w Tyrnazauz trwała trzy doby i była nużąca.
09.09.2004
Za dwa dni wyruszam w Kaukaz. W planie jest szybkie wejście na Elbrus. Dzisiaj zostały zakupione bilety na pociąg do Kijowa, jutro odbieramy wizy, a pojutrze wieczorem startujemy. Wyjazd ten będzie dla mnie rozgrzewką przed wyprawą do Nepalu, planowaną na październik.
07.09.2004
Zapraszam na godzinę 18.00 do Miejskiego Domu Kultury w miejscowości Mikołów niedaleko Katowic, ulica Rynek 19, na pokaz slajdów AZJA W OBIEKTYWIE. Obejrzeć będzie można trzy prezentacje multimedialne: Demawend dach Persji, Mongolia i Bajkał oraz Wyprawa na Khan Tengri.
30.08.2004
Marta, Bartek Duda ze Szczecińskiego KW i ja poszlifowaliśmy trochę skałki w ostatni weekend. Wspinaliśmy się w sobotę w Skałach Rzędkowickich: Studnisko i Turnie Lechwora, natomiast w niedzielę penetrowana była przez nas Góra Zborów. Robiliśmy drogi na skałach: Młynarz, Dziurki i Baba.
16.07.2004
Weszliśmy na Mont Blanc tuż przed 9.00. Ładna pogoda, oszałamiające widoki i wszystko byłoby wspaniale, żeby nie przypadkowi ludzie, którzy nie wiadomo po co znaleźli się pod tą górą. Niestety Mont Blanc przyciąga ludzi, którzy nie powinni się tu znaleźć, bo argument, że wejście podczas urlopu dobrze będzie widziane w korporacji ledwo mieści mi się w głowie. Trzy osoby na własne życzenie nie weszły na szczyt i co ciekawsze wycofały się już na samym początku drogi.
13.07.2004
Samotnie w słabej pogodzie wprowadziłem na Gran Paradiso szóstkę potencjalnych zdobywców Mont Blanc.
10.07.2004
Dzisiaj wyruszam na Mont Blanc wraz z PKA. Podobnie jak wchodząc na Matterhorn, będę jednym z prowadzących. Zaplanowane jest wejście aklimatyzacyjne na Gran Paradiso przed wejściem na Mont Blanc. W 1998 roku byłem na tym jedynym jaki posiadają Alpy Graickie czterotysięczniku. Czy tym razem uda mi się z jego szczytu ujrzeć Morze Śródziemne?
26.06.2004
Około godziny 11.00 weszliśmy na Matterhorn. Warunki w ścianie były iście zimowe. Do schronu Solway przetarliśmy drogę i to po naszych śladach ruszył zespół Hiszpanów, a za nim dwójka Szwajcarów, którzy wyprzedzili nas w kopule podszczytowej. Warunki były wyjątkowo trudne. Szwajcarzy odradzali akcję górską, zwłaszcza po ściągnięciu zespołu czeskiego ze ściany poniżej Solwaya. Akcja na grani Hornli trwała 38 godzin i niestety dwie osoby z naszego teamu nie były należycie przygotowane do zjazdów. Ja i jeszcze jeden prowadzący musieliśmy im pożyczyć własne przyrządy zjazdowe.
20.06.2004
Wypadł nieoczekiwany wyjazd. Boguś Magrel z PKA zadzwonił, że jest wolne miejsce dla prowadzącego i jutro jadę w Alpy Walijskie. Celem jest najpiękniejsza góra Europy, chluba Szwajcarii Matterhorn. Startujemy już dziś do Zermatt.
13.06.2004
Dzisiaj ukończyłem kurs skałkowy we wsi Podlesice na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej organizowany przez Centralny Ośrodek Szkolenia PZA - Betlejemka. Sześć dni wspinania dużo mi dało i było niezwykłą przygodą. Część kursu odbywała się w pobliskich Skałach Rzędkowickich.
06.06.2004
Eskapada na pogórze sudeckie zakończona. W Lubawce razem z Martą odwiedziliśmy kolegę, który pokazał nam piękno okolicy po dwóch stronach granicy.
14.05.2004
Wyprawa na dach Persji była dla nas bardzo udana. Najpierw weszliśmy szybko i w dobrym stylu na Damavand, a później przez ponad tydzień podróżowaliśmy po Iranie. Zwiedziliśmy ruiny starożytnego Persopolis, miasta Shiraz i Esfahan oraz wodospady Morgoon leżące w paśmie gór Zagroz.
07.05.2004
O 10.20 czasu polskiego razem z Martą stanąłem na szczycie wygasłego wulkanu Damavand 5.604 m.
29.04.2004
Rozpoczyna się wyprawa którą organizuje Polski Klub Alpejski na najwyższy szczyt Iranu - Damavand. Marta Lewandowska i ja dołączamy do grupy która ma liczyć 11 osób.
27.04.2004
Urodziłem moją stronę internetową :-)